![]() |
|
Dobro,
zło i relatywizm w buddyzmie
Kiedyś, zanim jeszcze zainteresowałem się buddyzmem przeczytałem książkę wyznawców Kryszny – Bhagawad Gitę. Oczarowała mnie zawarta w niej filozofia, tak wspaniale i logicznie opisywała świat... Podobnie zresztą jak buddyzm, wystarczy pozamieniać niektóre słowa i pozbyć się boga. Był to prawie buddyzm, ale jak się później okazało to „prawie” robi wielką różnicę. Dla niezorientowanych – Bhagawad Gita jest rozprawą filozoficzną, która toczy się pomiędzy księciem Arjuną i jego woźnicą i bogiem zarazem – Kryszną. Rzecz dzieje się przed bitwą na polu, Kurukshetra. Po jednej stronie stoi Arjuna ze swym wojskiem, po drugiej Kaurawowie - kuzyni Arjuny. Książe Arjuna bardzo niechętnie przystępuje do bitwy, bo przecież po drugiej stronie stoją było nie było bliskie mu osoby. Ciągle ma wątpliwości czy powinien zabijać ludzi, do których tak naprawdę nic nie ma. Pełen wątpliwości prosi o radę swego przyjaciela Krysznę i tutaj zaczyna się cała dysputa. Jest w niej mowa o reinkarnacji, o nieśmiertelnej duszy, o tym, że dobro i zło to tylko sposób postrzegania pewnych zjawisk, o motywacji i jej powiązaniom z dobrem i złem i wiele, wiele innych nauk, które można spotkać i w buddyzmie (oczywiście w całkiem innym, pozytywnym kontekście). Wszystko było piękne do momentu, gdy ktoś o innym punkcie widzenia (chrześcijanin) zapytał mnie, o czym jest ta książka. Odpowiedziałem swoje, – czyli to, co wymieniłem powyżej. To go jednak nie zadowoliło, zapytał jeszcze raz, o czym jest ta CAŁA książka. Dopiero wtedy mnie olśniło, dopiero wtedy spojrzałem całościowo na przekaz Bhagawad Gity i cóż ona takiego przekazuje? O czym mówi Kryszna? Kryszna do Arjuny mówi - zostań mym bhaktą (wielbicielem) i zabijaj dla mnie. Przecież nie zrobisz tym nikomu krzywdy, bowiem duszy nie można zabić. Dobro i zło nie istnieje, to tylko sposób postrzegania zależny od tego, kto patrzy. Całym przesłaniem książki jest właśnie to – podporządkuj się mi – swemu bogu i zabijaj dla mnie. Przesłanie w pięknej i sugestywnej oprawie. Być może z punktu widzenia boga pozbawianie ludzi ciał nie jest niczym złym, ale z naszego punktu widzenia jest to raczej bolesna procedura. Tak właśnie wygląda relatywizm. Jest to bardzo niebezpieczna ideologia, z której wyznawcy Kryszny pewnie nie zdają sobie sprawy. Być może kiedyś pojawi się wśród nich osoba podająca się za boga i wezwie ich na jakąś świętą wojnę. Powie – zróbcie to dla mnie moi wielbiciele. W buddyzmie też jest wiele nauk, które zdają się mówić o relatywizmie wszystkiego, o braku ostatecznego dobra i zła, o wartościowaniu zjawisk w zależności od punktu widzenia itp. To tylko pozory. Większość tych nauk wygłoszona została przez Buddę czy Bodhisattwów (przypomnę, że Bodhisattwa to istota, która pozbyła się jaźni „ja”, my możemy ich, co najwyżej naśladować), czyli istoty zrealizowane. Nauki te powinny być przekazywane w odpowiednim czasie ludziom na odpowiednim stopniu rozwoju lub po prostu z bardzo wieloma komentarzami przeznaczonymi dla zwykłych ludzi. Czym jest relatywizm? Najoględniej mówiąc zakłada on, że mogą istnieć, co najmniej dwa skrajnie odmienne punkty widzenia na jeden problem, że prawdziwość wypowiedzi można oceniać tylko w kontekście jakiegoś konkretnego systemu odniesienia. Czy więc w buddyzmie istnieją jakieś różne systemy odniesienia? Weźmy takie na przykład cierpienie... W Pierwszym obrocie Kołem Dharmy Budda stwierdza, że...Istnieje cierpienie. W drugim (bardzo upraszczając) Budda twierdzi, że w PUSTCE cierpienie nie istnieje podobnie jak wiele innych rzeczy. Relatywizm? Zmiana punktu widzenia? Czym więc jest owa pustka z buddyjskiego punktu widzenia? Na pewno nie jest jakąś czarną dziurą, brakiem wszystkiego. Pustka odnosi się do jaźni „ja”, czyli czegoś, co tak naprawdę jest złudzeniem lub raczej błędem w postrzeganiu. Pustka jest brakiem jaźni „ja”, a więc i wszystkiego innego. Nie oznacza to, że rzeczy nie istnieją – Sutra Serca mówi, że forma to właśnie pustka, pustka to właśnie forma. W innych tekstach mówi się, że rzeczy istnieją i nie istnieją. Wszystko to odnosi się do relacji: rzecz – jaźń „ja” Gdy nie ma jaźni „ja” to nie istnieją dla niej rzeczy, ale nie można powiedzieć, że nie istnieją one w ogóle, bowiem dla innych istot też musiałyby nie istnieć. Tak, więc z „punktu widzenia” pustki rzeczy nie istnieją. Widać tu dwa odmienne punkty widzenia na istnienie rzeczy i między innymi owego cierpienia. Cały dowcip polega jednak na tym, że pustka nie posiada swojego punktu widzenia, gdyby posiadała to zachodziłaby relacja: Punkt widzenia – Pustka. Taka relacja zaprzecza istnieniu pustki. Tak, więc istnieje tylko jeden punkt widzenia – Cierpienie istnieje. Istnieje tak, jak i wszystko inne w powiązaniu ze świadomością która go postrzega nie jako coś samodzielnego. Według. buddyzmu nie istnieje nic samo w sobie, nic oddzielonego od postrzegającego umysłu. Dzięki temu wszystko można zmienić i wszystko ma swój kres, cierpienie też. Nie jest to takie proste do zrozumienia i przyjęcia, dlatego Budda nie mówił od razu o pustce. Dlaczego w ogóle powiedział? Zauważmy, że Pierwszy Obrót Kołem jest w zasadzie przepisem na praktykę i życie, brak w nim wyjaśnienia jak rzeczy faktycznie funkcjonują, jest niekompletny. Drugi
obrót jest, zatem wyjaśnieniem tego stanu i zarazem rozwinięciem. Bez
tych wyjaśnień bardzo łatwo wpaść w liczne pułapki, które pojawiają
się w trakcie intensywnej praktyki. (Jest o nich mowa w GAKUDO
YOJIN, SHU jeśli chodzi o teksty zen) Poza tym owe objaśnienia są
inspiracją i pomocą zarazem w praktyce Bodhicitty. Praktyce, o której nie
ma mowy w Pierwszym Obrocie Kołem Dharmy. Wracając do tematu. Istnieje jeden punkt widzenia – Cierpienie istnieje. My nie możemy temu zaprzeczać, możemy mieć nadzieję i dążyć w swej praktyce do tego by owo cierpienie zginęło z naszej świadomości i wszystkich innych istot. Przykładanie miary tekstów o pustce do wszystkiego wokół i traktowanie spraw codziennych tak jakby były relatywne bez osobistego doświadczenia pustki jest jak dyskusja o tym czy Bóg istnieje czy też nie. Nie możemy rozpatrywać np. kwestii cierpienia, dobra i zła w oderwaniu od nas samych. Bodhisattwa może, ale nie czyni tego. Dla niego takie dobro i zło nie istnieje. Bodhisattwa ostatecznie pozbył się własnego „ja”, jak więc dla niego mogą istnieć takie pojęcia, (dla kogo?) Osoba zrealizowana jest czystym współczuciem, czystą empatią nie istnieje w niej żaden podział, nie istnieje zło, ale dobro też nie, bo jak może istnieć bez porównania ze złem. Bodhisattwa czyni tylko dobro i jest to dla niego tak naturalne i oczywiste, że nie powstaje w nim nazwa dla tego zjawiska. Bodhisattwa nie dzieli, a jego współczucie ogarnia wszystkie istoty bez wyjątku tak, jak w przytoczonym powyżej fragmencie buddyjskiej opowieści: „...Pewna opowieść mówi o kapitanie promu, który przewoził na swoim pokładzie 500 bodhisatwów przebranych za kupców. Na pokładzie znajdował się również złodziej. Ów, zaplanował, że zabije wszystkich i zagarnie cały ładunek. Kapitan, który również był bodhisatwą przewidział jego zbrodnicze zamiary i zrozumiał, że jeśli złodziej zrealizuje swój plan, będzie przeżywał eony cierpienia. Kierowany głębokim współczuciem, kapitan był gotów wziąć na siebie piekielne tortury i zabił tego człowieka. W ten sposób zapobiegł karmie i cierpieniu, które byłoby nieskończenie większe niż cierpienie zabitych bodhisatwów. Współczucie kapitana było pozbawione stronniczości a jego motywacja całkowicie bezosobowa nieosobista...” http://www.buddyzm.edu.pl/cybersangha/page.php?id=284
Istnieją
inne wersje tej opowieści, w której zamiast kapitana występuje sam Budda. Kapitan
(Bodhisattwa) w tej opowieści zabija złoczyńcę nie, dlatego, że ten
jest zły, ale ze współczucia, bo wie, na jakie cierpienie naraziłby się
tamten gdyby zrealizował swój plan. My
nie mamy ani TAKIGO Współczucia ani TAKIEJ Mądrości. My na razie chcemy
być Bodhisattwami, ale chcieć, a być to w tym przypadku naprawdę ogromna
różnica. Budda
to wie i dlatego zostawił nam WSKAZANIA i konkretną stopniową ścieżkę
do wyzwolenia, na której nauki pobiera się stopniowo i pod okiem
PRAWDZIWEGO Mistrza (dobrze by było). Wskazania są podstawą na każdym
etapie ścieżki (pozwalają KAŻDEMU odróżnić pozytywne działania od
negatywnych) aż do momentu, gdy pozbędziemy się jaźni „ja” Dopiero
wtedy pojawi się prawdziwe współczucie i mądrość. Do tego czasu nie ma
mowy o żadnej relatywizacji. Negatywne
czyny tworzą negatywną karmę. Prawo przyczyny i skutku nie pyta o
usprawiedliwienia i zły czyn po prostu prędzej czy później do nas wróci
w postaci cierpienia. (Pomijając już cierpienie, które zsyłamy na innych
swym działaniem) Takie rygorystyczne postawienie sprawy istnieje między innymi po to by chronić innych i nas samych przed skutkami negatywnych czynów, ale też po to byśmy nie szukali usprawiedliwienia dla swych niecnych postępków tak jak zrobił np. prezydent USA - Grześ Dablju Krzak- atakując suwerenne państwo, zsyłając na nie jeszcze większy ogrom cierpienia niż był wcześniej. W retoryce Pana Dablju Krzaka nazywało się to wyzwoleniem, niesieniem demokracji lub też wojną z terroryzmem i tak też było powtarzane w naszym kraju. „Nienawiści w tym świecie nigdy nie uspokoi się nienawiścią; jedynie przez nie-nienawiść nienawiść się uspakaja. To jest Odwieczne Prawo. „ Dhammapada
Ale,
jak zwrócił mi kiedyś uwagę pan JW. Nie każdy potrzebuje konkretnych
wskazań w relacjach z innymi istotami, nie każdy musi od razu nazywać zło
i dobro. Jeśli ktoś praktykuje ścieżkę Bodhisattwy, sporo medytuje i
potrafi zachować uważność w każdym momencie życia to wystarczy, jeśli
będzie trzymał się współczucia ( empatii), bowiem w nim zawierają
się wszelkie wskazania, te spisanie i nie spisane. Każdy, kto pamięta na
co dzień, że "...W pustce nie różnimy się wcale..." Nie popełni
nic, co przyniosłoby innym cierpienie. Niestety
nie każdy czyn i nie każdą życiową sytuację da się bezpośrednio powiązać
z innymi istotami i ich cierpieniem. Nie zawsze widać też jasno i wyraźnie
skutki czynów, które przecież mogą być bardzo odległe w czasie, dodając
do tego bardzo pokrętne działania naszego własnego ego muszę stwierdzić,
że lepiej jednak trzymać się wskazań i nie sugerować się zbytnio
naukami mówiącymi, że dobro lub zło nie istnieje i innymi podobnymi. W
zasadzie chodzi mi o to, że dopóki jesteśmy zwykłymi samsarycznymi
istotami powinniśmy na serio traktować istnienie dobra, zła i cierpienia
by uniknąć wielu błędnych osądów i działań mogących przynieść
cierpienie innym i nam samym. Ks. "Forma
jest pustką. Pustka jest formą." (fragm.
książki roshiego Kapleau "Zen świt na zachodzie" ) Gdy
przebywałem w klasztorze zen w Japonii, przybył tam na krótko pewien
amerykański nauczyciel znający zen z obszernych lektur. Dano mu mały
pokoik w pewnej odległości od wspólnej toalety. Kiedy w środku nocy
musiał oddać mocz, nie chciało mu się chodzić tak daleko i robił to w
ogrodzie. Po kilku nocach roshi powiedział coś na ten temat, gdy byliśmy
we trójkę w ogrodzie:
Archiwum wiadomości 2008 rok | 2007 rok | 2006 rok |
|