|
Strona
główna Książka
Wprowadzenie
do buddyzmu Teksty buddyjskie Medytacje Mantry mp3 Galeria buddyjska Linki Słownik
buddyjski Ośrodki
buddyjskie Listy
dyskusyjne Mantra Koany
zen Święta
buddyjskie Polecane
książki Buddyjskie
FAQ Kontakt Buddyzm
blog
Zakończenie
Nauczanie
Buddy obejmowało wszelkie dziedziny ludzkiej aktywności, nie skupiało się
tylko i wyłącznie na jakimś abstrakcyjnym życiu duchowym. Wszystkie rady
odnosiły się do życia bez tego odniesienia, bowiem tracą sens. Nic
zresztą dziwnego buddyzm nie dzieli rzeczywistości a raczej stara się
pokazać pierwotną jedność wszystkich rzeczy w tym i życia.
Wszystkie
nauki są bardzo proste i głębokie zarazem, a dodatkowo ich spojrzenie
jest bardzo szerokie. Budda do każdego problemu podchodzi ze wszystkich możliwych
stron, nie krytykuje nikogo i niczego starając się tym nauczyć tolerancji
i umiejętności wczuwania się w rolę innego człowieka. Napisałem człowieka,
bowiem tylko on jest w stanie słuchać nauk, ale nauki Buddy obejmują
wszelkie żywe stworzenia. Zwierzęta nie zostały nam, bowiem dane w
posiadanie, stanowią integralną część systemu, w którym żyjemy. Nie
należy traktować ich instrumentalnie jak przedmiot do zjedzenia czy zwykłe
narzędzie. One również odczuwają, a ich odczucia są o wiele mocniejsze
i nie do opanowania. Zwierzęta nie potrafią rozpoznawać, analizować i
walczyć z odczuciami, dlatego taki na przykład strach jest czymś
potwornym takim jak ten w naszych sennych koszmarach. Każde zwierzę jest
bez wątpienia świadome, każde jest przejawem przestrzeni umysłu, tego,
który stwarza i nas, dlatego Budda zaleca unikanie niepotrzebnego
zabijania. Jeśli człowiek już musi to zrobić to niech to będzie w duchu
współczucia i wdzięczności tak jak robili to indianie, którzy przed
zjedzeniem upolowanego zwierzaka dziękowali mu za poświęcenie swojego życia.
Chodzi tu o nastawienie nie o jakieś sztuczne wypowiadanie podziękowań
czy modlitw nie są one zresztą przeznaczone dla martwego zwierzaka, ale
mają pomóc nam, samym nauczyć się szacunku dla życia.
We
wszystkich naukach chodzi o to by człowiek nauczył się pomagać samemu
sobie, by stał się prawdziwym panem swojego życia, dlatego nie ma w nich
nakazów, zakazów, a jedynie wskazówki, zalecenia i porady. Budda naucza
jak pozbyć się cierpienia, jak czerpać radość z życia, ale przy tym
nie zmusza nikogo, bowiem wie, że jest to niemożliwe i każdy musi
decydować za siebie. Budda nie każe pozbywać się majątku i doczesnych
przyjemności na rzecz jakiegoś niebiańskiego życia, on uczy jak
wykorzystać te wszystkie rzeczy na drodze do oświecenia przynosząc przy
tym radość innym istotom.
Podejście
Buddy do wszystkiego było czysto naukowe, nigdy nie każe wierzyć w same słowa,
nawet w swoje własne:
"Nie
wierzcie w jakiekolwiek przekazy tylko, dlatego, że przez długi czas obowiązywały
w wielu krajach. Nie wierzcie w coś tylko, dlatego, że wielu ludzi od
dawna to powtarza. Nie akceptujcie niczego tylko z tego powodu, że ktoś
inny to powiedział, że popiera to swym autorytetem jakiś mędrzec albo
kapłan, lub, że jest to napisane w jakimś świętym piśmie. Nie wierzcie
w coś tylko, dlatego, że brzmi prawdopodobnie. Nie wierzcie w wizje lub
wyobrażenia, które uważacie za zesłane przez Boga. Miejcie zaufanie do
tego, co uznaliście za prawdziwe po długim sprawdzaniu, do tego, co
przynosi powodzenie wam i innym"
Na
koniec swego życia, w którym cały czas poświęcił udzielaniu nauk
powiedział:
"Nauczając
przez czterdzieści pięć lat swego życia, żadnej ze swych nauk nie
zatrzymałem dla siebie. Nie ma żadnej tajemnej nauki ani ukrytych znaczeń,
wszystko wyłożyłem otwarcie i jasno. (...) Siebie uczyńcie światłem.
Polegajcie na sobie: nie bądźcie zależni od nikogo innego. Moje nauki
niech będą waszym światłem. Postępujcie zgodnie z nimi."
Choć
z buddyzmem zetknąłem się już jako nastolatek, to jednak nie
zainteresował mnie on zbytnio, pamiętam, że odstręczyły mnie słowa o
pustce, nieistnieniu i nierzeczywistości. Pamiętam dobrze, że w czasach,
gdy w telewizji istniały tylko trzy słuszne kanały jedynym sposobem na
zdobycie ciekawych informacji były książki, też zresztą deficytowe, nie
można było wybrzydzać...
Zatem
gdy w ręce wpadła mi książka o różnych religiach – przeczytałem ją.
Nie,
żebym był wierzący, raczej przeciwnie, jak pamiętam szukałem w tej książeczce
argumentów przeciwko Wielkiemu Bratu, taki mały bunt przeciwko siłom
nieczystym zmuszającym mnie do uczęszczania na religię.
Tak,
więc przeczytałem w książce, co nieco o buddyzmie, ale pojęcie pustki
nie spodobało mi się zbytnio, przecież „Ja” chcę żyć! Najlepiej
wiecznie.
Nie
zrozumiałem nauk buddyjskich tak samo jak nie rozumiał ich autor książki.
Dopiero
po kilku latach w czasie, których nauczyłem się tego i owego o świecie
oraz przemyślałem kilka spraw zauważyłem dziwną zgodność moich
koncepcji z naukami buddyjskimi. Wtedy tez jednak nie zainteresowałem się
nimi zbytnio. Za bardzo chciałem pogodzić nauki o Bogu (Tym „Słusznym”)
a później o Krysznie z rzeczywistością. Nie udało się, nie wiem czy
niestety czy na szczęście, to może kiedyś się okaże. Zauważyłem przy
tym, że na podstawie słów zawartych w pismach zwanych natchnionymi można
udowodnić każde tezy, nawet sprzeczne z sobą. Przyznam, że nie małą
rolę w tym odkryciu odegrała lista dyskusyjna pl.soc.religia. To było
ciekawe a nawet zabawne doświadczenie, gdy podczas potyczek kilku grup różnych
chrześcijańskich wyznań z ateistami pojawiali się osobnicy niezwiązani
i nie zaślepieni ideami. Oni właśnie nadawali smak tej liście, potrafili
zręcznie zamieszać w jednej i drugiej grupie, wywołać ostrą polemikę
na temat śmiesznych tez, ale podanych w tak osobliwej formie, że nie od
razu można było zrozumieć podtekst i oszustwo. To jednak się skończyło,
teraz lista nie wydaje mi się już tak ciekawa.
Z
Bogiem Kryszną związana jest inna historia, bo jak pamiętam bardzo podobały
mi się szczegółowe nauki o duszy i reinkarnacji zawarte w Bhagawad Gicie.
Podobały
się, ale do czasu, gdy dzięki medytacji zacząłem nieco jaśniej rozumować.
Wtedy to zauważyłem, że piękny epos o Krysznie i Arjunie w rzeczywistości
namawia do czegoś okropnego, nie dość, że nauki w nim zawarte próbują
podporządkować ludzi jakiemuś bożkowi to w dodatku mogą być użyte
jako pretekst do fanatycznych zachowań. Nie widać tego, gdy jest się
skupionym na poszczególnych naukach, ale gdy ogarnie się całą książkę
to wtedy jasnym się staje, że cała jej treść to w zasadzie nawoływanie
do mordu w imię boga. Przez całą książkę, Kryszna namawia Arjunę, by
ten wymordował swoich krewnych, przyjaciół i znajomych, używa przy tym
wielu mydlących oczy argumentów jak nieśmiertelność duszy czy miłość
do boga. Brrr... Nie polecam.
W
końcu od tego wszystkiego rozbolała mnie głowa, rozbolała w przenośni a
naprawdę to czułem się jakby wepchnięto mnie w ciasne ramy i kazano
udawać święty obrazek.
Wtedy
to spróbowałem medytacji, która miała mi dać więcej przestrzeni i
wolności... Spróbowałem i o dziwo pomogło. Potem przyszło zrozumienie,
radość i pewność, że to coś dla mnie.
Chciałbym
by nauki buddyjskie pomagały też innym stąd ta książka, nie wiem tylko
na ile udało mi się przekazać ducha tych nauk. Marny ze mnie pisarz a w
dodatku istoty buddyzmu nie da się przekazać słowami, trzeba samemu tego
doświadczyć. Cóż, chyba jednak lepsze to niż nic, co innego mi pozostało?
Ja nie mogę wzorem Buddy podnieść w milczeniu kwiatka do góry chyba, że
podaruję go później żonie.
KS
03
Maj 2004 roku.
Niech
wszystkie istoty będą szczęśliwe.
<<
| >>
<powrót
do spisu treści
Archiwum
wiadomości 2008
rok | 2007
rok | 2006 rok
|
|