Amitaba - Buddyzm : Dharma : Nirwana

Homeebook Mantry mp3LinkiSłownik buddyjskiOśrodki buddyjskieMantraŚwięta buddyjskiePolecane książki FAQŚlubowania Amitaby

 

Praktyka

Znajomość zasad zależnego powstawania, przyczyny i skutku czy całej reszty teorii jest bardzo potrzebna, jednak nawet w połączeniu z moralnym działaniem nie doprowadzi nas do oświecenia, gdy zabraknie praktyki medytacji w czasie, której rozpoznaje się i doświadcza umysłu. Nie osiągnie się też oświecenia poprzez recytację sutr (świętych pism buddyjskich), powtarzanie imion Buddów, czynienie dobra czy też przestrzeganie wskazań. Są to popularne praktyki w różnych szkołach buddyzmu, ale mają najczęściej funkcję pomocniczą chyba, że stosuje się je z odpowiednim nastawieniem jako ćwiczenie oddalające poczucie własnego ego. Jeśli podczas ćwiczenia osiągnie się stan czystego umysłu bez „ja” to wtedy owszem takie praktykowanie może być drogą do stanu Buddy. W innych przypadkach takie postępowanie, choć chwalebne i przysparzające zasług nie da w efekcie oświecenia natomiast będzie przyczyną dobrej karmy, która spowoduje lepsze odrodzenie i da nam możliwość kontynuowania praktyki. Jeśli jednak naprawdę jesteśmy zainteresowani oświeceniem to niestety, nie da się wymigać od medytacji. Zanim napiszę kilka słów o medytacji chciałbym przytoczyć pewne ostrzeżenie zawarte w książce „Buddyzm” wydanej przez Misję Buddyjską Trzy Schronienia.

 

„...Są ludzie, którzy w ogóle nie powinni podejmować intensywnej praktyki medytacji. Na pewno należą do nich osoby niezrównoważone i dotknięte różnymi chorobami psychicznymi. Przystępując do praktyki medytacji buddyjskiej, powinno się ponadto mieć należytą wiedzę o Nauce Buddy i znać jej podstawy w życiu codziennym. Ludzie, którzy łamią podstawowe zasady buddyjskie, a uważają, iż ponieważ medytują, wszystko jest w porządku, są w błędzie. Taka postawa jest bardzo niebuddyjska, gdyż niszczy intymny związek tych osób z Nauką Buddy...”

 

zazen Medytacja

 

Techniki medytacyjne znane były i są pod różnymi postaciami niemal w każdym zakątku świata. Człowiek stosował je bardziej lub mniej świadomie, ale zawsze doświadczał pewnych przemian duchowych niezależnie od celu, w którym medytacja była wykonywana. Powszechność samej medytacji jak i dostępność jej efektów sprawia, że w ogóle człowiek jest w stanie podążać drogą do oświecenia.

Nawet, gdy ludzie wykorzystują jej prawidła do innych celów niż osiągnięcie oświecenia to jednak efekty jej stosowania kumulują się w ciągu żywotów i kiedyś będą przyczyną rozbudzenia duchowego i kontaktu z Dharmą (nauką i drogą buddyjską).

Stan medytacji pojawia się zawsze, gdy oczyszczamy swój umysł z myśli, gdy skupiamy swój umysł na jakimś zadaniu, myśli lub przedmiocie tak, że niemal stapiamy się z nim w jedno lub, gdy po prostu obserwujemy coś uważnie nie oceniając tego, co się wydarza.

Stan medytacji pojawiał się już wtedy, gdy pierwotny myśliwy, powiedzmy Indianin czatował w ukryciu na zwierzynę. Spokojny głęboko skupiony na wszelkich odgłosach natury. Stan umysłu, który osiągał pozwalał mu zjednoczyć się z otoczeniem do tego stopnia, że stawał się jego częścią, był tym samym niewidzialny dla zwierzyny. Dobry myśliwy czy wojownik pojawiał się i znikał jak duch.

Takie doświadczenia były rozwijane i przekazywane z pokolenia na pokolenie. Zapewne też dzięki skojarzeniom człowiek potrafił zastosować je w innych dziedzinach życia, a jednostki, tacy na przykład szamani budowali na bazie takich doświadczeń całą życiową filozofię i osobistą moc wykorzystywane dla dobra całego plemienia.

Być może ci szamani dzięki doświadczeniom z umysłem potrafili sięgać do jego głębin, obserwować właściwości umysłu objawiające się w postaciach bóstw lub przynajmniej branych za takowe. Kto wie, czy to takie wizje nie spowodowały, że świat nagle zapełnił się demonami lub bogami i boginiami. To oczywiście domysły, niestety historia niewiele może na ten temat powiedzieć, ale nie sądzę by religie powstały na bazie strachu przed siłami natury, jak to nam w szkole tłumaczono.

Z nauk Buddy wynika, że istoty zwane przez niego bogami i półbogami to zazdrosne i kłótliwe postacie, ciągle toczą miedzy sobą spory i wojny są jednak takimi samymi tworami umysłu jak wszystko inne. Ta nauka świetnie obrazuje to, co dzieje się w naszym świecie gdzie wyznawcy różnych religii zachowują się lub zachowywali zupełnie jak ich bogowie. Cóż, jaki pan taki kram.

Zostawmy na razie bogów w spokoju i zastanówmy się, co się dzieje w umyśle artysty podczas tworzenia dzieła.

Czy sztuka nie jest formą medytacji?

Oczywiście ta prawdziwa Sztuka, gdy artysta nie myśli o przyszłych profitach nie skupia się na akademickich naukach tylko tworząc uzewnętrznia samego siebie.

Nie ważne się stają opinie innych, liczy się tylko wizja artysty i jego uzewnętrznienie w postaci obrazu czy innej formy artystycznej. Wtedy to powstają na wskroś autentyczne dzieła, które nierzadko stają się przyczynkiem nowego kierunku w sztuce. Dla artystów pracujących w takim stanie ducha liczy się właściwie sam akt tworzenia nie dzieło finalne, które potrafią zniszczyć zaraz po zakończeniu było nie było długiej pracy.

Zdolność do tworzenia i odczuwania piękna wynika z właściwości umysłu, piękno, bowiem jest harmonią i pierwotną jednością wszystkiego, niejako powrotem do korzeni, radosną wizją naszego prawdziwego domu.

Tą harmonię odczuwamy też podczas słuchania muzyki zwłaszcza poważnej czy relaksacyjnej skomponowanej na przykład z udziałem dźwięków przyrody.

Spróbujcie usiąść wieczorem ze słuchawkami na uszach, nie myślcie o kończącym się dniu czy o tym, co przyniesie jutro, po prostu wsłuchajcie się w dźwięki. Niech was wypełnią bez reszty aż sami staniecie się dźwiękiem a może wtedy uda się wam je zobaczyć w postaci tęczy kolorów. To jest właśnie jedność umysłu, dla którego dźwięk czy też forma widzialna tak naprawdę są tym samym.

Wszystko, cokolwiek czynimy odbija się w umyśle tak, więc w odpowiednich warunkach wszystko może się nią stać, ja może wymienię jeszcze medytacje religijne. Niech to będzie na przykład chrześcijańskie odmawianie różańca wyśmiewane przez wielu niewierzących. Ci prześmiewcy nie rozumieją, że wierzący podczas klepania w kółko zdrowasiek medytują w pewnym sensie, oczyszczają swój umysł z wszelkich myśli i skupiają się na modlitwie. Takie działanie sprawia, że nie myślą w tym czasie o niczym złym, jeśli już w ogóle myślą to raczej są to dobre, pozytywne życzenia. Czas spędzony na modlitwie jest czasem odkupienia za grzechy wedle wiary chrześcijan. Tak też jest Faktycznie, podczas modlitw człowiek nie stwarza złej karmy (przyczyn), a ta, która powstaje jest pozytywna i równoważy wcześniejsze złe uczynki. Każda myśl i działanie z dobrych intencji powoduje stworzenie dobrych przyczyn, natomiast działanie bez intencji, z czystym umysłem nie skażonym opiniami i poglądami staje się krokiem w kierunku oświecenia.

W opisanych powyżej (i innych nieopisanych) sytuacjach pojawia się stan medytacji lub coś bardzo zbliżonego. Każda chwila w tym stanie jest cenna, rozwija naszą wrażliwość i inne pozytywne duchowe przymioty jednakże by stały się one drogą do oświecenia muszą zostać użyte świadomie i celowo.

Ci, którzy pragną dążyć do takiego celu nie muszą na szczęście zdawać się na przypadkowe metody istnieją, bowiem techniki, których jedynym celem jest właśnie ukazanie i doświadczenie natury umysłu. Taką podstawową techniką zastosowaną i polecaną przez samego Buddę jest medytacja w pozycji siedzącej. Nieco dalej opiszę samą technikę oraz pozycje teraz chciałbym natomiast wyjaśnić nieco cel siedzenia w formalnej medytacji.

Jak już pisałem umysł jest ciągle zajęty oglądaniem i przetwarzaniem tego, co sam produkuje, czyli świata zewnętrznego oraz myśli i wyobrażeń. Ciągle podąża za tymi wizjami, identyfikuje się z nimi przez cały okres zamanifestowanego życia nic dziwnego, więc, że nie jest w stanie zauważyć sam siebie. Można go jednak tego nauczyć. Jeśli wytłumimy zewnętrzne wrażenia na przykład poprzez skupienie na neutralnym obiekcie takim jak oddech, gdy odetnie się strumień myśli wtedy pozostaje sam, czysty umysł. Rozpoznanie jego natury jest właśnie celem medytacji. Dzięki temu praktykujący uzyskuje bezpośrednie doświadczenie tego jak rzeczy naprawdę funkcjonują. Zrozumienie na nim oparte ma całkiem inną jakość niż to oparte na lekturach, teoriach i opiniach. Medytujący zyskuje pewność jak ten niewierny Tomasz z chrześcijańskiej Ewangelii. Do tego dochodzi spokój wynikający z posiadania własnej wiedzy będącej poza wszelkimi wątpliwościami. Jedynym i oczywistym warunkiem jest to, że trzeba spróbować samemu nikt inny, bowiem nie jest w stanie przekazać werbalnie tego, co można odkryć we wnętrzu samego siebie. Cała filozofia buddyjska, wszystkie nauki Buddy zakładają osobiste sprawdzenie i doświadczenie wszelkiej wiedzy przekazywanej przez innych. W żadnym przypadku nie chodzi tu o ślepą wiarę nawet w nauki Buddy.

"Nie wierzcie w jakiekolwiek przekazy tylko, dlatego, ze przez długi czas obowiązywały w wielu krajach. Nie wierzcie w cos tylko, dlatego, ze wielu ludzi od dawna to powtarza. Nie akceptujcie niczego tylko z tego powodu, ze ktoś inny to powiedział, ze popiera to swym autorytetem jakiś mędrzec albo kapłan, lub ze jest to napisane w jakimś świętym piśmie. Nie wierzcie w cos tylko, dlatego, ze brzmi prawdopodobnie. Nie wierzcie w wizje lub wyobrażenia, które uważacie za zesłane przez Boga. Miejcie zaufanie do tego, co uznaliście za prawdziwe po długim sprawdzaniu, do tego, co przynosi powodzenie wam i innym"

 Budda

Ja też nie pragnę i zresztą nie potrafię za pomocą słów przekazać prawdy o wewnętrznych doświadczeniach. Nie chciałbym tez wygłaszać autorytatywnych prawd, co chyba nie za bardzo mi się udaje. Niestety muszę uogólniać, bo inaczej w życiu nie skończyłbym tej książki. Mam tylko nadzieję, że zainspiruję kogoś do sprawdzania nauk tu opisanych, do własnych przemyśleń i wniosków, które zresztą nie koniecznie muszą się zgadzać z moimi. Niech słowa zawarte w tej książce będą tylko wskazówką niczym palec wycelowany w księżyc. Problem w tym by nie pomylić jednego z drugim. Do namacalnego kontaktu z księżycem (umysłem) służy technika zaproponowana przez Buddę. Jest nią Medytacja Wglądu. Istnieje też cała różnorodność medytacji związanych z wizualizacją świateł czy też form Buddów, są one stosowane w różnych buddyjskich tradycjach jako pomocnicze lub główne i połączone z innymi praktykami tworzą całość do praktykowania, której niezbędne są wskazówki nauczyciela. Medytacja wglądu natomiast może być praktykowana samodzielnie, jeśli tylko mamy świadomość podstawowych tendencji naszego umysłu i uważność potrzebną do samokontroli.

Spróbować zresztą zawsze można samemu dopiero w chwili, gdy uzyskamy już pewne doświadczenia warto je będzie skonfrontować z doświadczeniami innych i skorzystać z porad mistrza.

Medytacja wglądu pokaże nam to, czego być może niejasno się domyślamy lub przeczuwamy dzięki obserwacjom zjawisk i przemyśleniom, pokaże nam sam umysł. Wgląd dzięki temu rozwinięty rozwieje błędne poglądy powstałe na bazie lektur, informacji medialnych lub rozmów z innymi ludźmi.

 

"Ten świat zna trzy błędne punkty widzenia. Jeśli trzymać się ich uporczywie, to nie pozostaje nic innego, jak wszystko zanegować. Pierwszy punkt widzenia polega na przekonaniu, ze ludzkim losem kieruje przeznaczenie. Zwolennicy drugiego utrzymują, ze wszystko jest stworzone przez Boga i kierowane jego wola. Ci, którzy przyjmują trzeci, głoszą, ze wszystko zdarza się przypadkowo, nie mając żadnych przyczyn ani uwarunkowań. Jeśli o wszystkim decyduje przeznaczenie, to dobre i złe czyny, wszelkie szczęście i cierpienie są już z góry ustalone. Zatem wszelkie ludzkie plany i wysiłki, które maja na celu poprawę i postęp, byłyby daremne, a dla ludzkości nie byłoby nadziei. To samo dotyczy obu pozostałych stanowisk. Jeśli w ostatecznym rozrachunku wszystko spoczywa w rękach niepoznawalnego Boga, bądź jest dziełem ślepego przypadku, to cóż innego pozostaje ludziom jak nie podporządkowanie się Bogu i przypadkom? Trudno się dziwić, ze ludzie, którzy hołdują takim poglądom, tracą nadzieje i nie starają się działać mądrze i unikać zła. Wszystkie trzy koncepcje są błędne, ponieważ wszystko jest następstwem zjawisk, których źródło stanowi nagromadzenie przyczyn i warunków."

Budda

 

Istnieją też zagrożenia wynikające z niezrozumienia nauk buddyjskich. Takie błędne poglądy wynikające na przykład z niezrozumienia istoty pustki pojęcie, której w przewija się dość często przez karty tej książki może doprowadzić do nihilizmu. Relatywizm istnienia wynikający z buddyjskich nauk może spowodować zatracenie umiejętności rozróżniania dobra i zła. Choć teksty buddyjskie często twierdzą, że dobro i zło nie istnieje to jednak błędny pogląd zbudowany na ich podstawie może doprowadzić zwłaszcza u początkujących adeptów do wielu bardzo niebezpiecznych postaw. Aby uniknąć takich zjawisk trzeba medytować, a sama medytacja musi być wsparta wcześniej rozwiniętą moralnością i współczuciem. Na pewno w początkowym okresie będzie to wymagało zwiększonej kontroli nad naszym zachowaniem. Być może też współczucie będzie musiało być wzbudzane i rozwijane za pomocą odpowiednich praktyk, bo choć teoretycznie w każdym z nas tli się jakaś iskra tego uczucia to tak naprawdę zapala się ona zazwyczaj w jaskrawych, wyselekcjonowanych przez nasz umysł przypadkach. Nie potrafimy na przykład współczuć swoim wrogom ich cierpienie wzbudza raczej naszą radość niż współczucie. Oczywiście winowajcom jest nasze ego, które nie pozwala nam jasno zauważyć, że osoba, którą uważamy za wroga jest takim samym człowiekiem jak my. Postawienie się w jego sytuacji i zrozumienie własnych uwarunkowań może zmienić nasze postrzeganie i nastawienie do niemiłej osoby. To jest nasze zwycięstwo nawet w przypadku, gdy ta osoba nie doceni naszych wysiłków. Może się jednak zdarzyć, że zmiana naszego nastawienia i co za tym idzie postępowania wpłynie na drugą osobę w sposób pozytywny i zmieni ją w naszego przyjaciela. Nie jest to idealizm, takie przypadki się zdarzają, a że niezbyt często to inna sprawa, która świadczy tylko o naszym zacięciu w pielęgnowaniu negatywnych uczuć.

Współczucie nie jest też okazywaniem słabości, jak niektórzy mogliby sądzić, zwłaszcza ci „macho-meni”, twardziele zżerani od wewnątrz przez nerwicę.

Postępowanie wbrew własnej naturze, wbrew poglądom i zakorzenionym nawykom, odzieranie stereotypów z ich złudnej powłoki prawdo-podobnej jest przykładem największej odwagi, jest walką z „otwartą przyłbicą”, która kiedyś, przez szlachetnie urodzonych rycerzy uważana była za najbardziej honorową.

Wojownicy nie obawiają się obnażać swojego jestestwa, nie boją się oceny innych, są wrażliwi i zawsze skorzy do pomocy, gdy zajdzie taka potrzeba.

To jest moc płynąca z czystego umysłu, który nie zna uczucia strachu.

Rozbudzanie i rozwijanie pozytywnych cech powinno być kontynuowane aż do momentu, w którym naprawdę doświadczymy natury umysłu. Wtedy nie będzie już potrzebne wyciąganie na siłę współczucia, dobroci czy miłości, bowiem te cechy są nieodłączną częścią oświeconego umysłu. Aby go jednak doświadczyć niezbędna jest medytacja, najpierw skupiająca i uspokajająca umysł a potem refleksja, która przychodzi, gdy medytujący czuje się już pewnie w swej praktyce. Zaczyna się wtedy obserwacja i zaznajamianie z medytującym umysłem. Jest to bardzo osobista kontemplacja, która może być jedynie zasugerowana przez jakąś technikę. Jeśli medytacja prowadzona jest pod okiem nauczyciela, to ten, o ile jest prawdziwym mistrzem będzie potrafił ocenić czy nasze doświadczenia są tym, czym powinny być, wskaże błędne stany umysłu, które mogłyby sprowadzić nas na drogę do nikąd.

 

Zobacz też stronę z mantrą OM MANI PEME HUNG można przy niej pomedytować nie odchodząc od komputera :)) a tak na poważnie to pomaga się rozluźnić. Idź do strony>>

<< | >>

 

 <powrót do spisu treści  Dalej>





 

Buddyzm