Amitaba - Buddyzm : Dharma : Nirwana

Homeebook Mantry mp3LinkiSłownik buddyjskiOśrodki buddyjskieMantraŚwięta buddyjskiePolecane książki FAQŚlubowania Amitaby

 

Nauki

 

Chęć pomocy innym doprowadziła Buddę do odkrycia prawdziwej natury wszystkiego – naszej natury. Jest ona tak piękna, że zwykłe przyjemności tego świata są przy niej tylko bladym w dodatku odwróconym odbiciem. Jednakże by owego piękna doświadczyć trzeba przejść taką samą drogę jak Budda, dlatego wszystkie nauki są jakby opisem i powieleniem tego, czego On sam dokonał.

Budda zdawał sobie sprawę, że oświeceniem nie da się nikogo obdarować i nie da się wyzwolić od cierpienia ludzi, którzy tak naprawdę tego sobie nie życzą.

My nazbyt często nawet nie zdajemy sobie sprawy, że cierpimy to uczucie, bowiem tak mocno zintegrowane jest z naszą naturą, że zauważamy go dopiero, gdy jego intensywność wzrasta ponad akceptowany przez nas poziom. Jak więc w takich warunkach Budda miał wypełnić swą obietnicę i wyzwolić nas od cierpienia?

Oświecony jednak zna naturę wszystkich istot, wie, że jedynym sposobem jest nauka, cierpliwe objaśnianie krok po kroku prawdziwej natury życia i świata.

Nic, bowiem nie osiągnąłby przez nakazy, zakazy lub wiarę, którą zawsze można podważyć, tylko, bowiem my sami, dzięki wewnętrznemu przekonaniu i chęci dokonania zmian możemy działać i osiągnąć wyzwolenie.

 

Pierwsze kazanie Buddy wygłoszone zostało koło miasta Benares do pięciu ascetów z którymi wcześniej praktykował umartwianie, zawierało ono prawdę o cierpieniu. Nazywamy ją dzisiaj nauką o Czterech Szlachetnych Prawdach (Z kanonu palijskiego)

 

Cierpienie

"Oto, mnisi, jest szlachetna prawda o cierpieniu: narodziny są cierpieniem, starość jest cierpieniem, śmierć jest cierpieniem; smutek, lament, ból, zmartwienie, i rozpacz są cierpieniem; połączenie z nielubianym jest cierpieniem; rozłąka z lubianym jest cierpieniem; nie otrzymanie pożądanego jest cierpieniem. Krótko mówiąc, pięć skupień lgnięcia jest cierpieniem."

Dhammacakkapavattana Sutta

 

Jednym słowem, całe życie, bytowanie empiryczne  jest w sumie bolesnym doświadczeniem.

 

Formy cierpienia

"Są trzy formy cierpienia, przyjaciele: cierpienie bólu, cierpienie złudzenia jaźni, i cierpienie zmian. Oto są trzy formy cierpienia."

Dukkha Sutta

 

Powstawanie Cierpienia

"I oto, mnisi, jest szlachetna prawda o powstawaniu cierpienia: pragnienie, które stwarza dalsze stawanie się - któremu towarzyszy namiętność i zachwyt, znajdujące przyjemność tutaj i tam - pragnienie zmysłowej przyjemności, pragnienie stawania (żądza istnienia) się, pragnienie nie-stawania się.(żądza nie istnienia)"

Dhammacakkapavattana Sutta

 

Ustanie Cierpienia

"I oto, mnisi, jest szlachetna prawda o ustaniu cierpienia: całkowite wyzbycie się i zaprzestanie, porzucenie, zaniechanie, uwolnienie się, i odejście tego pragnienia."

Dhammacakkapavattana Sutta

 

Szlachetna Ścieżka

"I oto, mnisi, jest szlachetna prawda o drodze wiodącej do ustania cierpienia: właśnie ta szlachetna ośmiokrotna ścieżka: właściwy pogląd, właściwe zamierzenie, właściwa mowa, właściwe działanie, właściwy sposób utrzymania, właściwy wysiłek, właściwa uważność, właściwa koncentracja."

Dhammacakkapavattana Sutta

Cierpienie nie jest odkryciem buddyjskim mówią o nim też i inne religie np. chrześcijańska, jednak w tym przypadku różnica w pojmowaniu jest dość znaczna. W chrześcijaństwie cierpienie jest czymś co uszlachetnia, co prowadzi do Boga, buddyzm natomiast nie usprawiedliwia istnienia cierpienia mówi natomiast, że jest ono kompletną pomyłką, że nie cierpienie a radość jest prawdziwym sensem życia. Niestety ku naszemu utrapieniu cierpienie istnieje i jest jedną z cech naszej egzystencji. 
Zdaję sobie sprawę, że cierpienie nie jest tym, o czym każdy z nas chciałby czytać i rozmawiać, ale niestety nauka o nim jest jedną z najważniejszych w buddyzmie. Naucza się o nim w każdej ze szkół buddyzmu z jednego powodu – dogłębne zrozumienie, wniknięcie w istotę cierpienia i zrozumienie swojej sytuacji daje ogromną motywację do praktyki. To tak, jak z rzucaniem palenia, dopóki nie zrozumie się naprawdę niszczącego wpływu papierosów na zdrowie, to wszelkie próby pozbycia się nałogu skazane są na niepowodzenie. Brak jest po prostu prawdziwej motywacji. Niszczącego wpływu papierosów nie widać od razu, natomiast przyjemność odczuwamy zaraz po zaciągnięciu się dymkiem. Silną motywację do rzucenia palenia odnajdują w sobie ludzie, którzy już zauważyli związek pomiędzy paleniem a zdrowiem, a zwłaszcza ci, którzy np. widzieli oddziały szpitalne chorób płuc. Wracając do cierpienia, nie zauważamy go na co dzień lub ignorujemy, zwłaszcza gdy wiek jeszcze jest młody, a człowiek czuje się jak młody bóg, ono jednak istnieje i na pewno dopadnie każdego w swoim czasie. Wtedy na praktykę może być za późno. Bez wcześniejszego przygotowania buddyjskiego cierpienie będzie po prostu odciągało od praktyki. Człowiek cierpiący prędzej szuka ulgi i pocieszenia niż będzie próbował wykorzystać to doświadczenie na drodze do oświecenia. W buddyzmie nie ma do kogo się pomodlić o pomoc, nie ma Boga Ojca czy aniołów stróżów, którzy może nam pomogą. Praktykować i zrozumieć cierpienie należy już teraz, gdy mamy idealne warunki do tego, gdy nie cierpimy głodu, z powodu choroby, wojen, starości itd. To między innymi dlatego nasz obecny stan nazywany jest Cennym Ludzkim Ciałem, bo możemy łatwo i bez większych przeszkód podążać drogą do oświecenia. Pamiętajcie, że Budda przed oświeceniem próbował ścieżki ascezy, która była po prostu cierpieniem uniemożliwiającym osiągnięcie oświecenia. Jak już wspomniałem zrozumienie cierpienia jest ważne ze względu na motywację – najpierw rozumiemy własne cierpienie, a następnie zauważamy, że tak samo cierpią również inni. Zrozumiemy że cierpią WSZYSTKIE ISTOTY , a wtedy zrodzi się w nas współczucie dla nich. Do tej pory złe nastroje innych osób po prostu nas irytowały, często wywoływały negatywne emocje w rodzaju złości lub przygnębienia, a teraz będziemy takie zjawiska rozumieć i reagować pozytywnie. Tak, więc zrozumienie własnego cierpienia nie dość, że wyeliminuje część negatywnych emocji wywoływanych kontaktami z innymi istotami, to jeszcze wzbudzi w nas motywację opartą na współczuciu. Wkroczymy na Ścieżkę Bodhisattwy motywowani współczuciem dla wszystkich odczuwających istot. 
Wiem, że trudno zrozumieć cierpienie gdy samemu się go chwilowo nie odczuwa, ale są na to praktyki które poleca w swych książkach Dalajlama. Możecie śledzić doniesienia medialne i zamiast przechodzić nad nimi do porządku dziennego wystarczy chwilę się zastanowić, wyobrazić sobie, co czują ludzie dotknięci przez los. Materiału do przemyśleń na pewno nam nie zabraknie, wystarczy włączyć wiadomości telewizyjne i na pewno coś się znajdzie. Jeśli nie w telewizji to w prasie czy internecie. Doniesień naprawdę jest bardzo wiele, na świecie jest ogrom cierpienia, a jeśli my go nie odczuwamy, to znaczy, że jesteśmy małą wysepką która na chwilę wynurzyła się z tego ogromu. Jeśli poszukacie, to dowiecie się, że nasz świat wcale nie jest taki piękny i sprawiedliwy.

Dziesiątki milionów osób - w tym 11 milionów to dzieci do lat pięciu - umierają co rok z powodu uleczalnych chorób lub takich, którym można zapobiec. 
Na świecie głoduje już miliard ludzi z czego co rok umiera około 30 milionów osób. Porównajmy - w ciągu pięciu lat druga wojna światowa spowodowała śmierć 50 milionów. Teraz w ciągu pięciu lat umiera z głodu trzy razy więcej - 150 milionów

My akurat należymy do około 20% szczęśliwców żyjących w krajach uprzemysłowionych, nie cierpimy głodu, a przynajmniej nie taki jak np. w krajach Afryki.

Tak więc cierpienie istnieje, a to, że akurat teraz nas ono nie dotyka nie oznacza, że tak będzie zawsze, nie znamy przyszłości, jedno wszakże możemy przewidzieć - starość, chorobę i śmierć.
Zdaję sobie sprawę, że kiedy jest się pięknym i młodym, lub tylko pięknym...
To istnienie cierpienia nie jest tym, o czym się myśli i zauważa. Nawet, jeśli jest gdzieś tam obecne to przyćmiewają go sprawy bieżącego życia – nauka, praca, dom, rodzina, wakacje, nowy samochód itd. Jednak, gdy z jakichś powodów zabraknie tego wszystkiego to cierpienie wypływa na wierzch właśnie jako efekt braku tego czegoś, co jak nam się wydaje jest sensem życia. Może akurat to nie jest zbyt przekonujące, ale wystarczy sobie uświadomić ilu ludzi na świecie głoduje, ilu traci swych bliskich, ile żon i dzieci jest maltretowanych, w każdej minucie gdzieś tam ludzie przeżywają dramaty. Sam istnienie cierpienia uświadomiłem sobie w sytuacji, która mogłaby być typową moralizatorską opowiastka gdyby nie to, że jest prawdziwa. Nazywam ją opowieścią wigilijną, bo zdarzyła się właśnie w wigilię BN, wieczorem.
W ten szczególny wieczór jechałem sobie właśnie do domu, wiadomo, w nastroju raczej wesołym, myślami będąc już przy kolacji i wolnych świątecznych dniach.
Gdy zobaczyłem na drodze błyskające światła radiowozów i karetek wiedziałem, że zdarzył się jakiś wypadek - nic szczególnego jeszcze jeden do statystyk policyjnych lub wieczornych faktów w TV.
Jednak, gdy przejeżdżałem obok rozbitych wozów zobaczyłem na drodze ciało mężczyzny a w pewnej odległości paczkę owiniętą kolorowym papierem leżącą w okruchach szkła. Wtedy nagle pojawiła mi się przed oczami krótka wizja - żony tego człowieka, która czekając na męża właśnie poprawia nakrycia stołu, zobaczyłem też dzieci bawiące się koło choinki, wszyscy w radosnym nastroju, takim jak mój oczekują na powrót głowy rodziny. Nie doczekają się...
Wizja trwała ułamek sekundy, ale wrażenie, które pozostawiła utkwiło mocno w mej pamięci. Przecież to mógł być każdy, nawet ja... 
Dalej pojechałem sobie powolutku i ostrożnie a świąteczny nastrój gdzieś się ulotnił.
Nie chcę nikogo przygnębiać tym przykładem, ale zrozumienie istoty cierpienia i jego wszechobecności jest bardzo ważne, doprowadziło, bowiem Buddę do odkrycia prawdy o rzeczywistości i tym samym do stanu oświecenia, przy którym ziemskie przyjemności przypominają lizanie cukierka przez papierek. Stan ten jest podstawą istnienia wszystkich istot, jest od nas nierozłączny i tylko zaciemnienia umysłu, które razem wzięte tworzą „ego” nie pozwalają nam jasno widzieć prawdy.

Cierpienie jest odczuwane w umyśle, tam też należy szukać jego przyczyn i sposobów pozbycia się ich, to jest nauka Buddy.

Jedną z właściwości naszego umysłu jest to, że zapominamy o nieprzyjemnych chwilach i bez głębszego wglądu nie jesteśmy w stanie spojrzeć całościowo na życie.
Cierpienie jednak jest obecne zawsze i nie mam tylko na myśli wyraźnego, czysto fizycznego bólu, ale też cierpienie duchowe jak smutek, zmartwienia, rozpacz i subtelne objawy niezadowolenia, braku czegoś, nie wiadomo czego, takie poczucie, że wszystko nie do końca jest takie jak być powinno według naszych wyobrażeń.
Możemy ignorować takie uczucia, ale na dłuższą metę nie da się ich upilnować, kiedyś wybuchną w postaci depresji, ataku złości czy też agresji.
Właściwie nie ma rzeczy, która w ostateczności nie przynosiłaby cierpienia, nawet przyjemności, jak dobre jedzenie czy seks w nadmiarze stają się nieprzyjemne, powodują ból i cierpienie a nawet śmierć. Wyobraźcie sobie, to co lubicie najbardziej, co sprawia największą przyjemność, a teraz wyobraźcie sobie, że ktoś was przymusza do robienia tej przyjemnej czynności przez bardzo długi czas. Wszystkie przyjemności w nadmiarze stają się torturą i ukazują swoją prawdziwą naturę – cierpienie. Gdyby było inaczej, to moglibyśmy czerpać przyjemności bez końca, a świat byłby rajem, niestety jego prawdziwą naturą jest CIERPIENIE. 
To właśnie odkrył Budda i to przekazuje nam bez owijania w ładne słówka o szlachetnej naturze cierpienia. Nie zauważamy tej natury świata, przyzwyczailiśmy się do istnienia cierpienia tak, że nie zauważamy go i tym samym nie przychodzi nam do głowy myśl, że może być inaczej, że ten stan jest jakiś dziwny i sztuczny.
Nasza niewiedza, co do natury świata staje się przyczyną poszukiwania szczęścia w posiadaniu przedmiotów i ludzi, nie zdajemy sobie przy tym sprawy, że wszystko, co możemy zgromadzić tego upragnionego szczęścia jednak nam nie da na stałe, że wręcz może stać się przyczyną cierpienia. Oczywiście nie namawiam do pozbywania się wszystkiego, chodzi mi raczej o pewien rodzaj rozsądku. Nie wszystko jest nam potrzebne, wystarczy się zastanowić dlaczego pragnę danej rzeczy, czy jest ona mi rzeczywiście potrzebna, czy motywacją do jej posiadania jest chwilowe zadowolenie. W tym drugim przypadku warto wiedzieć, że zadowolenie będzie tylko przez chwilę, czy więc warto marnować energię i środki na zdobycie czegoś bardzo ulotnego? Czy nie lepie poszukać trwałego szczęścia? Łatwo się pisze, trudniej przezwyciężyć nawyki własnej natury. W ostateczności, pomimo, że nie ma niczego, co mogłoby nam dać tak poszukiwane trwałe szczęście to jednak ciągle biegamy w jego nieustającym poszukiwaniu. Biegamy nie tam gdzie trzeba i w niewłaściwy sposób potykając się zderzając i depcząc podobnych nam „sportowców”. Inni oczywiście robią to samo powodując chaos, w którym naprawdę trudno jest cokolwiek odnaleźć. W ten sposób przeszkadzając sobie nawzajem napędzamy tylko koło cierpienia i pewnego dnia budzimy się „z ręką w nocniku”. Nagle widzimy, że życie, które jak nam się wydawało ciągle próbowaliśmy złapać po prostu przeleciało gdzieś bokiem w czasie, gdy my zajęci byliśmy zdobywaniem i gromadzeniem dóbr, planowaniem przyszłości czy rozpamiętywaniem przeszłości. Teraz jednak zbliża się śmierć, która wcale nie zapowiada końca cierpienia a tylko chwilową przerwę, po której wszystko zacznie się od nowa.
Czym jest cierpienie?
Wiemy już, że jego przyczyną jest niewiedza, która dzieli rzeczywistość na ty, ja, oni itp. Otóż wydaje mi się, że cierpienie jest właśnie podziałem pierwotnej jedności i tęsknotą za nią. Zauważmy, że pojawia się zawsze, gdy brakuje nam upragnionych przedmiotów i ludzi bądź, gdy jesteśmy z nimi rozdzielani. Oczywiście są to tylko złudne pragnienia skierowane w niewłaściwą stronę przez niewiedzę. To ona sprawia, iż wydaje nam się, że posiadanie czy też połączenie z tymi rzeczami zaspokoi nas w głębszym, duchowym sensie, co przecież jest niemożliwe. Tak, więc cierpienie jest naprawdę brakiem duchowej jedności i zakłóceniem jej harmonii. Zakłóceniem i cierpieniem jest też choroba, która destabilizuje porządek w funkcjach organizmu. Natomiast najwyższym stopniem podziału jest śmierć jako rozpad podstawowych elementów żywego organizmu. Buddyzm wyróżnia ich pięć rodzajów, ale o tym szerzej napiszę w dalszej części książki.

Jeśli cierpienie wynika z podziału to szczęście powinno być skutkiem jednoczenia. Tak też wydaje się być, odczuwamy przecież owo szczęście przy kontaktach z ukochaną osobą, w momencie zdobycia upragnionych przedmiotów i w każdym przypadku, gdy dane jest nam to, czego pragniemy.
Szczęście pojawia się też jako przeżycia estetyczne odczuwane w kontakcie z naturą i sztuką, które są przejawami harmonii. Muzyka czy sztuki wizualne bazują na kompozycji łączącej elementy w harmonijną jedność na wzór tej obserwowanej w naturze.
Niestety takie odczuwanie szczęścia jest jedynie marnym odbiciem, namiastką prawdziwego stanu rzeczy. Trwałego szczęścia nie da się znaleźć na zewnątrz w materialnym świecie przecież powstał on w wyniku podziału naszej prawdziwej duchowej natury i tylko w niej można go odszukać. Świat jest złudzeniem a szczęście w nim znajdowane jest tak samo złudne i nietrwałe. Te złudzenia czasami przypominają pierwotną jedność a wtedy wydaje nam się, że jesteśmy już u siebie w domu. Przynosi nam to ulgę, którą przez porównanie z cierpieniem nazywamy szczęściem. Jest to jednak tylko namiastka prawdziwego stanu rzeczy, którego nie sposób określić pojęciowo, bowiem w tym miejscu szczęście i cierpienie stają się jednym stanem poza wszelkimi porównaniami. Na szczęście wszelkie złudzenia mają swą podstawę w prawdziwej naturze Buddy, w czystym i jasnym umyśle. Ostatecznie przecież wszystko jest jednością i tylko dzięki temu możemy w ogóle wyzwolić się od cierpienia i osiągnąć oświecenie. Tak, więc nauka o cierpieniu nie jest tą ostateczną, lecz względną prawdą, której zrozumienie daje motywację i siłę napędową do dalszego działania oraz pozwala zrozumieć nasze prawdziwe potrzeby.
Jeśli uda się wam dotrwać do końca tej nudnej książki, to zapewne zrozumiecie, dlaczego cierpienie tak naprawdę nie istnieje oraz, że jest jedynie naszym, fałszywym sposobem postrzegania rzeczywistości. Zrozumiecie też, dlaczego poszukiwanie szczęścia należy rozpocząć i zakończyć w nas samych. Budda na pocieszenie stwierdza, że cierpienie ma przyczynę i tak jak wszystko inne ma też swój koniec. 

 

Cierpienie ma przyczynę, ale jaką?

 

Jest nią niewiedza, nieznajomość samego siebie i prawdy o świecie oraz działanie na takich podstawach. To właśnie ona (niewiedza) sprawia, że dzielimy świat na „ja” i resztę sądząc, że owe byty istnieją osobno i niezależnie od siebie. Rzeczywistość tak jednak nie funkcjonuje, nie istnieje nic, co było by naprawdę niezależne od całości i tym samym rzeczywiste. By to wyjaśnić odejdę nieco od tradycyjnej kolejności nauk Buddy i w tym miejscu przedstawię zarys świata widzianego oczami fizyka.

<< | >>

 

<powrót do spisu treści



 



 

Buddyzm