Amitaba - Buddyzm : Dharma : Nirwana

Homeebook Mantry mp3LinkiSłownik buddyjskiOśrodki buddyjskieMantraŚwięta buddyjskiePolecane książki FAQŚlubowania Amitaby

 

Nieustanne krążenie

Czyli "Koło Samsary"

Cz. III

 

Zobacz ilustrację Tybetańską (.JPG 1216x1818 529KB)

 

VII. Odczuwanie

Przedstawione jest jako człowiek ze strzałą w oku.

Akt postrzegania wywołuje w nas różne uczucia – przyjemne, niemiłe bądź po prostu obojętność. Rodzaj tych uczuć zależy od wielu czynników i nie jest jednakowy dla wszystkich ludzi, co najwyżej może być zbliżony w obrębie danych kręgów kulturowych, co i tak nie pozwala generalizować tematu.

Często jest tak, że to, co jedni uważają za wyjątkowo nieprzyjemne czy wręcz odrażające na innych nie robi najmniejszego wrażenia. W odwrotnej sytuacji jest podobnie widać to na przykład w sposobie dobierania partnerów seksualnych, nie każdy musi się podobać wszystkim, jak mniemają niektórzy zazdrośnicy. W naszych czasach za sprawą łatwego przepływu informacji zauważa się jednak pewną unifikację, promocja pewnych typów urody czy design przedmiotów lansowany w mediach wpływa na wyobraźnię i wytwarza w umyśle pewne schematy, które staramy się projektować na wszystko wokół. Taki sposób postrzegania świata stwarza złudzenie, że uczucia są niejako przypisane do przedmiotów, osób czy czynności, co jest oczywistą nieprawdą i przesłania nam prawdziwy świat.

W praktyce buddyjskiej jak i w życiu ważne jest bycie świadomym rodzaju uczuć wywoływanych przez kontakt zmysłowy, bowiem właśnie w tym miejscu stoi furtka do wyzwolenia. Nie znaczy to oczywiście, że z uczuciami należy walczyć, one też są częścią rzeczywistości i mogą być wykorzystywane na drodze do oświecenia. Wystarczy je zauważać i przeżywać świadomie tak by nie fałszowały naszego postrzegania i nie stały się przyczyną krzywdy innych istot.

Gdy brakuje świadomego postrzegania to odczucia wywołują najróżniejsze reakcje np. to, co nam się podoba staje się przyczyną pożądania lub przywiązania za tym znowu idzie strach przed utratą. To, co wydaje się niemiłe wywołuje odrazę chęć ucieczki, strach lub agresję. W miarę jak umysł staje się coraz bardziej napięty odczuwamy coraz większe podniecenie bądź ból, które wiążą nas w błędnym kole cierpienia. To właśnie kieruje naszymi czynami nie obiektywne osądy. W tym wszystkim jest jedna piękna rzecz, człowiek w imię wyższych idei potrafi przezwyciężyć te uczucia, przeciwstawić się im a z tego właśnie rodzą się wszelkie bohaterskie czyny, będące źródłem inspiracji dla innych.

Na co dzień jednak bez motywacji i znajomości prawdy dajemy się kierować silnym uczuciom, czasem nawet ich ofiarą padają ludzie o bardziej rozwiniętej świadomości, trudno, bowiem bez odpowiedniego treningu zapanować nad skłonnościami rozwijanymi od dzieciństwa. Często nawet świadomie dajemy się ponieść emocjom usprawiedliwiając je błahymi wymówkami.

To jak z rzucaniem palenia. Każdy wie o jego szkodliwości, wiadomo też, że zapalenie jednego pociąga za sobą następne, ale umysł zwiedziony przez pożądanie celowo pomija te fakty i szuka wszelkich możliwych wymówek byle tylko zapalić. Zazwyczaj zwala się winę na uzależnienie chemiczne, choć to zaledwie część prawdy. Istnieje, bowiem coś takiego jak wolna wola, a uzależnienie jest po prostu zaprzeczeniem jej istnienia. Jeśli ktoś naprawdę i szczerze chce rzucić palenie, to rzuci, kłopot z tym maja ci, którzy wcale nie są tak do końca przekonani. Po pierwsze należy odpowiedzieć sobie uczciwie na pytanie: chcę, czy nie chcę palić? Potem rzucić bez etapów przejściowych. Pomocna może się okazać trening uważności i medytacje dzięki nim, bowiem możemy zauważyć moment, gdy pożądanie próbuje nas zwieść różnymi wymówkami.

Wracając do tematu.

Trening uważności pozwoli nam zauważyć rodzaj uczuć pojawiających się w wyniku kontaktu, możemy wtedy jasno ocenić czy dana rzecz naprawdę dostarczy nam tego, co potrzebujemy czy tylko nam się wydaje, że może tego dostarczyć. Jasno będzie też widać czy zdobycie jej nie będzie się wiązało z czynnościami krzywdzącymi innych lub czy nie naruszy to innych zasad moralnych.

W tym właśnie momencie uzyskujemy władzę nad własnym losem, możemy świadomi skutków wybierać czy podążymy za prawdą czy też pozwolimy poprowadzić się złudzeniom, niczym psy na smyczy.

Wolność leży w zasięgu ręki jednak, choć brzmi to paradoksalnie to droga do niej prowadzi przez najwyższą dyscyplinę. To właśnie opisana wcześniej dyscyplina moralności i medytacji sprawia, że w ogóle jesteśmy w stanie wybierać oraz to, że wybierzemy słuszne, wyzwalające działanie.

Jeśli mimo pożądania wybierzemy pozytywne czyny to tworzymy zasługi, które na pewno zaowocują szczęściem w tym lub następnym życiu i przyczynią się do wyzwolenia. Negatywne natomiast sprowadzą cierpienie, być może nie od razu, ale na pewno oddalą nas od ścieżki do oświecenia. Samo poddanie się uczuciom (byle świadomie) nie jest jeszcze niczym złym to, bowiem zależy od rodzaju tych uczuć i czynów, które wywołują. Tak naprawdę liczy się tylko stan umysłu i poziom jego samoświadomości. Jeśli nie chcemy zmieniać swego życia to nie musimy nic robić, ale przynajmniej będziemy mieć uczucie władzy nad nim, wolność i potencjalną możliwość wyzwolenia.

To jak ważny jest świadomy wybór zobrazowane jest w Żydowskiej opowieści o Adamie i Ewie. Ich świadomy wybór stał się przyczyną powstania grzechu pierworodnego. Pamiętacie zapewne, gdy wszechmocny Bóg nie wiedzieć, czemu zasadził w Edenie kuszące, ale zakazane drzewo z owocami wiedzy o dobru i źle.

To nieco perfidne działanie miało wystawić na próbę lojalność pierwszych ludzi, którym Bóg zakazał jeść z owego drzewa. Adam i Ewa doskonale wiedzieli o zakazie, ale pożądanie pod postacią węża tak ich omamiło, że znaleźli sobie wymówkę właśnie w postaci owego węża. Zjedli zakazane owoce mając świadomość zakazu, w ten sposób wybrali nieposłuszeństwo wobec Boga, a ten ich ukarał poniekąd słusznie. Cała ta historia ciągnie się ponoć za nami od tysięcy lat jak smród...

W praktyce buddyjskiej wykorzystujemy możliwość świadomego wyboru w celu przekształcenia samego siebie. Stopniowo przyhamowujemy nawykowe reakcje i nakierowujemy nasze uczucia na nowe bardziej pozytywne obiekty, co spowoduje rozwój pozytywnego postrzegania i zanik negatywnych odczuć. Po pewnym czasie będziemy w stanie pokonać wszelkie uwarunkowania i być może doświadczyć najwyższego stanu – oświecenia. Taka postawa w życiu codziennym też zapewne się przyda, szybko zauważycie pozytywne zmiany w doświadczaniu samych siebie i innych ludzi.

Jest takie powiedzenie, że „ciało jest obrazem duszy”, prawdziwe w pewnym sensie. Nawet osoby nie pasujące do aktualnych kanonów piękna, jeśli tylko są wesołe i do wszystkiego podchodzą z optymizmem postrzegane są jako bardzo atrakcyjne a ich inspirujący sposób bycia daje szczęście całemu otoczeniu.

Dość przekonywania, na razie nasz nie wytrenowany umysł zapewne poddaje się nabytym skłonnościom i na ich podstawie reaguje, w ten sposób zależnie od odczuwania powstaje pożądanie.

 

 

VIII. Pożądanie

Na ilustracji przedstawiającej to ogniwo widać kobietę podającą napój mężczyźnie. To bardzo wieloznaczny obrazek i w zasadzie nie bardzo wiadomo czy mężczyzna bardziej pożąda napoju czy kobiety. Gdyby był naprawdę spragniony zapewne sam sięgnąłby po wodę, wygląda, więc na to, że pragnienie jest tylko pretekstem, być może wziąłby z rąk kobiety i węża gdyby ta mu go podawała.

Pożądanie sprawia, że zaczynamy w wyobraźni przypisywać przedmiotom moc zaspokajania nas w sposób dla nich niemożliwy. Mężczyźnie na obrazku nie chce się pić, ale bierze napój niby jakiś afrodyzjak, który w wyobraźni połączy go z kobietą. Pożądanie jest czymś więcej niż tęsknotą za zaspokojeniem przedmiotowych pragnień, jest złudzeniem, że posiadanie obiektu pożądania zaspokoi nas w głębszym, uczuciowym sensie. Wyobrażamy sobie, że stan posiadania da nam szczęście, co jednak się nie staje, bowiem zaraz po początkowym, krótkim okresie radości przedmiot staje się obojętny, a my zwracamy swą uwagę na następny obiekt pożądania. W naszych czasach to zjawisko stało się już niemal chorobą, którą dla niepoznaki przedstawia się jako godną pozazdroszczenia przypadłość „ludzi sukcesu”. Mam na myśli zakupocholizm, chorobę ubogiej uczuciowo warstwy społeczeństwa.

Ci biedni ludzie ciężko pracują całymi dniami i nocami zaniedbując najbliższych by potem w nielicznych wolnych chwilach ten brak kontaktów uczuciowych rekompensować sobie kupowaniem całej masy niepotrzebnych przedmiotów.

Przedstawiłem problem w wielkim uproszczeniu, ale chyba nie trudno sobie dopowiedzieć inne jego aspekty. Nietrudno tez zauważyć efekty tej choroby zwłaszcza w zachowaniu dzieci, które szukając akceptacji i zrozumienia wpadają w sidła sekt, grup przestępczych czy też narkotykowego świata.

Pogoń za dobrami materialnymi stała się wręcz obsesją tych, którzy posiadają pieniądze, a modelowym stylem życia dla tych, którzy mamony nie posiadają.

Jest to sztucznie napędzana koniunktura, której raczej nie da się uniknąć w społeczeństwach zorientowanych konsumpcyjnie. Nie pozwala na to system gospodarczy. No cóż taka jest cena wygody i dobrobytu, dlatego ważna jest kontrola nad sobą byśmy nie dali się do końca skołować pożądaniu.

Nie chodzi o to, że posiadanie jest złem tylko o to by zachować umiar, dbać też o rozwój wyższych uczuć i troszczyć się o tych, którym się gorzej wiedzie.

Nie zapewni nam tego żaden system gospodarczy czy polityczny tylko my sami możemy pomóc sobie nawzajem.

Cóż, więc czynić?

Oto jedna a nauk buddyjskich:

"Zachłanność rodzi się z błędnego wyobrażenia o satysfakcji, gniew z błędnej oceny spraw swoich i otoczenia, głupota z niezdolności do stwierdzenia, jakie postępowanie jest właściwe. Zachłanność, gniew i głupota stanowią, zatem źródło wszelkiego ludzkiego nieszczęścia. Aby je usunąć należy praktykować nauki Buddy, ćwiczyć koncentracje umysłu i osiągać mądrość. Przestrzeganie nauk usuwa zachłanność, właściwa koncentracja umysłu usuwa gniew, a mądrość usuwa głupotę."

Tak, więc gdy zabraknie wyższych uczuć oraz kropli samoświadomości pożądanie doprowadzi do zachłanności i lgnięcia do przewartościowanych przedmiotów.

 <WsteczDalej>

 <powrót do spisu treści  


 



Buddyzm