![]() |
|
Strona
główna
Ja, czyli kto? To niewinne z pozoru pytanie może okazać się niebezpieczną pułapką szaleństwa lub wrotami do wyzwolenia. Wszystko zależy od tego na ile nasz umysł jest otwarty, jakie odpowiedzi potrafi zaakceptować bez uciekania w szablonowe poglądy. Jeśli to pytanie będziemy zadawać sobie szczerze i dostatecznie długo, to odpowiedź pojawi się samoistnie jako przebłysk oświecenia. Oczywiście takiej odpowiedzi nie da się przelać na papier, zamiast tego spróbuję opisać siebie w sposób zrozumiały dla dyskursywnej świadomości.
Czy nogi to ja? Może ręce to ja? A może tułów lub głowa i jej zawartość? Też chyba nie. W żadnym z tych elementów z osobna ni razem nie można doszukać się siebie. Może umysł to ja? Sam
umysł bez ciała i otoczenia w postaci świata też nie będzie tym, czego
szukamy, dopiero pewne szczególne połączenie tych wszystkich elementów
daje wrażenie istnienia jako odrębna istota. Nasze
ego zawdzięcza swe istnienie wielu zewnętrznym elementom, np. rodzicom
zawdzięczamy ciało które później rozbudowujemy przyjmując pożywienie
(dlatego jakość ciała i jego stan zależą w dużej mierze od jakości pożywienia),
rodzicom zawdzięczamy też nasze zasady moralne, część nawyków.
Wiedza pochodzi ze szkoły, poglądy kształtuje środowisko i kultura, w której
przyszło nam żyć. To oczywiście wielkie uproszczenie, ale wyraźnie widać,
że powstanie „ja” jest ściśle związane z istnieniem tych wszystkich
warunków. Wszystko, cokolwiek byśmy określili jako Ja pochodzi z zewnątrz
i tylko nasze błędne postrzeganie zaciemnione przez niewiedzę każe nam
widzieć ten płynny, podobny obłokom
zbiór jako coś trwałego i osobnego. Dzięki temu, że wszystkie
elementy tego co określa naszą tożsamość pochodzą z zewnątrz możliwe
staje się podążanie drogą Buddy i urzeczywistnienie oświecenia. Nasze
ja wypełnione jest tym co nas otacza, jeśli więc będziemy słuchać i
czytać nauki dharmy, jeśli będziemy praktykować dharmę, to po pewnym
czasie sami staniemy się naczyniem dharmy i samą dharmą ostatecznie.
Tylko dlatego, że w rzeczywistości nie jesteśmy odrębnymi jednostkami możliwe
jest urzeczywistnienie. To tak samo jak stawanie się Polakiem, Anglikiem,
Francuzem, trzeba się tego nauczyć poprzez kontakt z językiem, kulturą,
innymi ludźmi danej narodowości. Nikt nie rodzi się od razu Polakiem czy
Niemcem. Oprócz elementów „Ja” nabytych w tym życiu są jeszcze
elementy nabywane wcześniej znane jako karma, ale i ona nie jest trwała i
niezmienna... Wspomniałem
już chyba, że nic w tym świecie nie powstaje i nie umiera naprawdę, to
jedynie ciągła zmiana formy, ciągły ruch każdego najmniejszego nawet
elementu zwodzi nasze zmysły. Prawdziwa podstawa świata, czyli doświadczający
go umysł jest wieczny i niezmienny, zmienne formy, które tworzy i ogląda
są w rzeczywistości nim samym. Niczym fale na oceanie, które nie są
niczym innym jak stanem wody i nieodłącznym atrybutem owego oceanu. Żywe
istoty są niczym fale na oceanie przyczyn i skutków nie wiedzą, że są
tylko ruchem wody, czyli wszechogarniającego umysłu. Gdy „ja” zanika
ludzie zaczynają widzieć jasno ową wszechogarniającą jedność życia i
związek wszystkich istot. Wtedy rodzi się w nich miłość, wielka odwaga
i nieopisana radość. Wracając
do tematu, przyczyny powstawania „ego” i całej samsary tkwią w nieoświeconym
umyśle. To on nie mogąc dojrzeć sam siebie chwyta się własnych
projekcji tak jakby były realne, niezależnie istniejące. Wynika to z
potrzeby potwierdzania własnego istnienia. Umysł
stale poszukuje zewnętrznych dowodów, jakichś punktów odniesienia różniących
się od niego by potwierdzić własne istnienie, niestety owe dowody nie są
dostatecznie przekonujące (i naprawdę potrzebne) i ostatecznie przynoszą
tylko frustracje. Te
poszukiwania są jedną wielką pomyłką, umysł bowiem jest pusty, doskonały
i wystarczający sam sobie niestety z niewiadomego powodu (nazywanego -
istniejącą od początku czasu niewiedzą) odczuwa potrzebę potwierdzenia
własnej pustki i doskonałości, stwarza sobie zatem punkt odniesienia następnie
następny, potwierdzający istnienie tego pierwszego i następny, następny...
tak w nieskończoność powstaje błędny łańcuch potwierdzania
egzystencji którego efektem jest "ego" i świat na zewnątrz. Taki
dualistyczny sposób postrzegania stwarzający podział na ja i resztę
zawsze rodzi konflikty i powoduje zabłąkanie w kole cierpienia. To błędne koło nosi nazwę - reinkarnacja.
Archiwum wiadomości 2008 rok | 2007 rok | 2006 rok |
|