Amitaba - Buddyzm : Dharma : Nirwana

Homeebook Mantry mp3LinkiSłownik buddyjskiOśrodki buddyjskieMantraŚwięta buddyjskiePolecane książki FAQŚlubowania Amitaby

 

Żaba - To my i nasze postrzeganieDoktor Żaba

 

Dotarł kiedyś do mnie przez Internet list rozsyłany na zasadzie łańcuszka szczęścia, którego autorstwo przypisywane jest Dalajlamie. List ten zawierał kilka porad na życie, z których jedna szczególnie utkwiła mi w pamięci. Chodziło w niej o to by każdy z nas w miarę możliwości przynajmniej raz w roku odbył podróż do nowego nieznanego miejsca.

Właściwie znaczenie tej porady wydaje się być jasne przecież nie od dziś wiadomo, że podróże kształcą, ale nie tylko o to chodziło autorowi jak mniemam. Można się domyślać, że chodzi tu o rozbicie pewnej mentalnej skorupy, w której zasklepia się każdy, kogo przestrzeń życiowa wyznaczana jest stałymi punktami odniesienia. Mogą to być miejsca w rodzaju: dom, praca, pobliski lub dalszy sklep, ulubiona knajpka, znajome kino czy np. ulubione miejsce wypadów weekendowych. Zamiast miejsc można podstawić znajomych ludzi, codzienne „rytuały” jak posiłki, sposób mycia się, codzienna prasówka ulubionej gazety i inne stałe czynności. Ogólnie chodzi tu o miejsca ludzi i czynności, które stale powtarzane dają poczucie niezmienności i co za tym idzie pewne poczucie bezpieczeństwa. Oczywiście dobrze mieć takie punkty zaczepienia w życiu, ale nie zmienia to faktu, że ich niezmienność jest złudzeniem wynikającym z naszej rutyny, przez którą nie widzimy rzeczywistości. Zmienia się przecież wszystko, świat za oknem codziennie, a nawet w każdej minucie jest inny, my jednak tego nie widzimy patrząc przez okulary zbudowane z naszych nawyków i wyobrażeń.

Niestety takie postrzeganie jest dobre na krótką metę, bowiem gdy zmiany staną się tak radykalne, że widoczne będą nawet przez okulary to spowodują nasze cierpienie. Tak zwane cierpienie zmiany. Druga sprawa to ta, że skorupka, którą się otaczamy ugruntowuje nasze poczucie odrębnego istnienia, buduje i umacnia nasze ego oraz powoduje sposób postrzegania świata na zasadzie Dr Żaby.

Nie znacie go?

Otóż Dr Żaba jest... Żabą, która mieszka w kałuży.

Pewnego dnia wdaje się w dyskusję z bocianem, który opowiada o szerokim świecie o ciepłych krajach i przelocie nad oceanem, co szczególnie zainteresowało żabę.

Prosi, więc o szczegóły na przykład

- Niech bocian powie jak wielki jest ocean.

- Bardzo, bardzo ogromny, taki, że nie widać drugiego brzegu odpowiada bocian.

Żaba jest przekonana, że to przesada przecież nigdy, nawet w czasie obfitych deszczów jej kałuża nie staje się tak duża. Drąży, więc temat dalej.

- Niech bocian powie konkretnie, czy ocean jest dziesięć razy większy od kałuży czy może nawet sto razy, choć to chyba niemożliwe...

Bocian jest w kropce, jak ma wytłumaczyć małej żabie ogrom oceanu? Do czego go porównać. Połyka, więc szybko żabę kończąc w ten sposób bezsensowną dyskusję, zresztą i tak gadanie z pustym żołądkiem to nie gadanie...

 

Chyba o to chodzi w podróżach byśmy mogli pozbyć się własnych żabich miarek, które przecież nie nadają się do obiektywnego opisu rzeczywistości do poznania za ich pomocą tego, jakimi rzeczy są naprawdę. Takie miarki przykładane do każdej sytuacji i do każdego człowieka tworzą błędny obraz świata i ludzi a działanie na ich podstawie staje się przyczyną cierpienia nas samych i innych żywych istot. Podróże uświadamiają nam, że wszędzie żyją ludzie, którzy w zasadzie niczym się od nas nie różnią, że jedynym co nas może dzielić są nasze własne ciasne poglądy zbudowane na niepełnych informacjach podpartych wyobrażeniami. Poznanie które jest efektem podróżowania burzy takie złudne twory dzięki czemu można budować prawdziwie harmonijne stosunki międzyludzkie będące podstawą szczęścia jednostek. Nawet nie musimy się w tym celu specjalnie wysilać, wystarczy ruszyć się z domu.

Mógłby ktoś powiedzieć, że przecież nie jesteśmy zamknięci w piwnicy mamy okna na świat w postaci radia, telewizora czy innych mediów. Przez takie okna widać praktycznie cały, wielki świat.

Owszem mamy okna tylko, że na każdym z nich wiszą różnokolorowe firanki, które zabarwiają i często zniekształcają widok. Trzeba nieźle wytężać wzrok by zobaczyć czysty obraz tego, co znajduje się za oknem. Tutaj każdy musi sam mieć na tyle świadomości i uważności by wychwycić fakty i oddzielić je od sugestii zawartych w sposobie ich przedstawienia. Nie chcę powiedzieć przez to, że media zafałszowują celowo informacje, bo tak nie jest, jednak reguły gry rynkowej i oczekiwania odbiorców sprawiają, że to, co jest przedstawiane staje się nieco monotematyczne, spłaszczone i przedstawione w formie, którą mniej świadomy odbiorca bierze za samą treść. Musimy mieć świadomość, że to, co oglądamy w TV lub czytamy w gazetach nie jest całym światem, a jedynie najlepiej sprzedającą się jego cząstką. Niestety najlepiej sprzedaje się przemoc w połączeniu z seksem i złudzenia w postaci reklam.

Inną sprawą jest, że wydarzenia oglądane w telewizji są jakby nie do końca realne i rzeczywiste łatwo jest, zatem wypowiadać się na ich temat, łatwo krytykować, łatwo wygrywać teleturnieje i popierać wojnę, która dzieje się gdzieś tam, daleko.

Zresztą zauważyłem, że wielu ludzi nie do końca rozróżnia świat serwowany przez media od tego rzeczywistego, i nie ma się co dziwić skoro najczęściej ten pierwszy wydaje się ciekawszy od codziennej rzeczywistości. Dzieje się tak, dlatego, że nie potrafimy patrzeć inaczej niż przez swoją skorupkę, brak nam przestrzeni i swobody dziecka, brak ciekawości, która skłania go do przypatrywania się chmurom czy grze cieni na ścianie. Nam wystarczy rzut oka by stwierdzić – „znowu te chmury, będzie deszcz”, albo, – „jaka brudna, szara ściana”. Nie przypatrujemy się świadomie niczemu przecież szkoda marnować czas na coś, co znamy od dawna. Tak naprawdę nie widzimy ani chmur ani ściany i cieni tylko własne myśli i wystarczyłoby pozbyć się tych myśli na chwilę by zacząć widzieć rzeczywistość. Jest to jak obudzenie się ze snu, nagle widzimy różnorodność i piękno otaczającej nas przestrzeni, rozumiemy, co tak naprawdę ludzie do nas mówią, zaczynamy rozumieć ich zachowanie i przestaje nam ono przeszkadzać. Po pewnym czasie zaczynamy odczuwać radość z samego faktu życia i działania, stajemy się otwarci i ciekawi tego, co się wydarza a wszelkie problemy, które kiedyś spędzały nam sen z powiek przestają już być straszne, gdy patrzymy na nie z pewnej odległości. Jest to wstęp do przemiany samego siebie, początek prawdziwego życia, które dzieje teraz i na pewno nie jest takie jak do tej pory sądziliśmy.

Podróże mogą stać się czynnikiem, który zainicjuje proces wędrówki ku przebudzeniu.

Nie musi to być koniecznie daleka podróż w przestrzeni, ale na przykład poznanie nowego człowieka, przeczytanie innej gazety, pójście z rodziną do kina zamiast wieczornej sesji przed telewizorem, czyli ogólnie zrobienie czegoś nowego, innego, może nawet szalonego. Może dziewczyna czy żona zaskoczona czymś niestandardowym spojrzy na nas jak na nowego człowieka, może szef zainteresuje się naszą osobą i tym, co mamy do powiedzenia. Takie działania nawet nie koniecznie muszą się wiązać z wysiłkiem czy z wydawaniem pieniędzy, może czasem wystarczy po prostu być samym sobą, spróbować chyba nie zaszkodzi a bez prób wszystko pozostanie tylko złudzeniem.

<< | >>

 <powrót do spisu treści  

 


 



 

Buddyzm